Psychoterapia uzależnień a praca w szkole

Wywiad z Patrycją Król - psychoterapeutką uzależnień w trakcie certyfikacji w tutejszej poradni.

Czym zajmujesz się w poradni?

W poradni jako terapeuta uzależnień w procesie certyfikacji jestem od stycznia, lutego 2017 r. czyli nie długo – 2 lata minęły, no 2,5 roku. Natomiast wcześniej przychodziłam na praktyki do poradni jako obserwator, który przyglądał się funkcjonowaniu i pracy grupy dla rodziców. Tutaj moja rola sprowadza się do bycia terapeutą uzależnień, pracuję z dorosłymi, z młodzieżą. Są to osoby uzależnione i współuzależnione, są to też młodzi ludzie, którzy gdzieś tam na swojej ścieżce złapali jakiś zakręt i nie bardzo wiedzą jak z niego wrócić. Jeśli chodzi o rodziców, to są to też osoby, które gdzieś tam w swoim macierzyństwie, rodzicielstwie, ojcostwie, straciły jakąś relację ze swoim dzieckiem czy zaobserwowały, że z ich dziećmi coś się dzieje nie tak, i w związku z tym szukają tutaj pomocy. Wspólnie pracujemy nad tym co ich niepokoi, martwi, spędza ich sen z powiek.

Z kim łatwiej Ci się pracuje?

Myślę, że łatwiej mi się pracuje z dzieciakami i z młodymi w ogóle ludźmi, dlatego, że jeśli chodzi o rodziców, to mam takie wrażenie, że często, czy w ogóle, osoby dorosłe, głownie współuzależnione przychodzą po gotową receptę. Oczekują tego, że po jednym dwóch spotkaniach dostaną wytyczne co mają zrobić, żeby osoba, która ma problem w ich odczuciu, zmieniła coś w swoim funkcjonowaniu. Bardzo dużo czasu zajmuje przebicie się przez taki sposób myślenia, że terapia osoby współuzależnionej to nie jest praca: co zrobić żeby on przestał pić brać, tylko: co ja mogę zmienić żeby go w tym nie wspierać. Natomiast jeżeli chodzi o młodych ludzi, to w dzisiejszym świecie, w którym im przyszło funkcjonować, mam wrażenie, ze jest mi łatwiej się dlatego z nimi dogadać, że pracuję już z nimi 11 lat, to też daje takie moje poczucie, że jest mi łatwiej do nich dotrzeć na zasadzie takiego partnerstwa, wysłuchania i też zrozumienia, dania im prawa do popełnienia błędu przy jednoczesnym pokazaniu destrukcyjnej drogi, którą wybrali. Także wydaje mi się, że chyba łatwiej mi się pracuje z dzieciakami nawet tymi oporującymi, zbuntowanymi, jak to niektórzy mówią „niegrzecznymi”. A jeśli chodzi jeszcze o rodziców, to też trudność polega na tym, że całe zło które pojawiło się w ich rodzinie, czyli np. problem z dzieckiem to wina przerzucana jest tylko na dziecko, że to dziecko jest złe, natomiast rodzice jakby w ogóle mają trudność w dotarciu i uświadomieniu sobie, że to ich sposób funkcjonowania, działania jakiś system bądź brak wychowawczy, brak zasad norm spowodował, że ich dziecko weszło na taką drogę na jaką weszło, czasami zbyt mocne wyznaczanie zasad i granic powoduje, ze dzieciaki się buntują. Dlatego myślę, że większy opór jest w rodzicach, bo są dorośli i jak to im ktoś może powiedzieć, że oni popełnili błąd, niż w dzieciaku, któremu daje się prawo do tego błędu.

Poza poradnią pracujesz…?

O matko, gdzie ja nie pracuję… Znaczy, ogólnie to w szkole od 11 lat. Pracuję w Gimnazjum - z młodzieżą czyli przedział 13-16 lat, i obecny rok szkolny - z uczniami klas siódmych i ósmych, czyli można powiedzieć, że z moimi gimnazjalistami tylko z racji reformy pozostającymi w szkole podstawowej. W gimnazjum jestem pedagogiem. Ta moja rola sprowadza się do różnych działań, właśnie zmierzających głównie do dbania o poczucie bezpieczeństwa dzieciaków, do monitorowania ich frekwencji, dbania o ich prawidłowy rozwój ale też reagowania w sytuacjach niebezpiecznych dla nich i podejmowania działań, na co nie każdego dzisiaj stać. Natomiast w szkołach podstawowych, pracuję w trzech. Moja rola sprowadza się głownie do prowadzenia działań związanych z doradztwem zawodowym czyli z pomocą w ukształtowaniu, czy w wyborze dalszej ścieżki kształcenia, jeśli w ogóle teraz dzieciaki mają pomysł na przyszłość. Ta moja rola jest niewielka ponieważ mam pojedyncze godziny więc wchodzę do tych szkół i wychodzę, w związku z tym jestem bo jestem, zrobię co należy do moich zadań, jak ktoś ma jakieś pytania, potrzeby to oczywiście nie przechodzę obok tego obojętnie natomiast 200 procent swojego działania, zaangażowania wkładam w pracę z moimi gimnazjalistami i bardzo ubolewam nad tym, ze ktoś doprowadził do tego, że te gimnazja znikają z „mapy oświatowej”.

Patrycja, a czy to, że jesteś terapeutą, jesteś w trakcie certyfikacji, nabyłaś wiedzę dotyczącą terapii pomaga Ci w tym, żeby być lepszym pedagogiem, lepszym nauczycielem?

Wiesz co, w ogóle jak szłam na terapię uzależnień to byłam w okresie przerwy, wiązało się to z moim urlopem macierzyńskim. Koleżanka mnie namówiła, i faktycznie wtedy jak szłam na tą terapię to mowie, tak.. zdobędę nowe doświadczenie, jakąś wiedzę, którą wykorzystam właśnie w pracy z młodymi ludźmi. Jak zaczynałam studium terapii uzależnień to w edukacji różne rzeczy się działy, jeszcze nie wiadomo było co się wydarzy. Cel był mój taki właśnie, żeby wzbogacić swoją wiedzę z racji tego, że obserwuję, iż obniża się granica dzieciaków, które zaczynają eksperymentować , próbować i sprawdzać różnego rodzaju substancje, wcześniej sięgają po alkohol, papierosy. W związku z tym chciałam zdobyć tą wiedzę, poszerzyć ją po to, żeby szybciej reagować, bo wiadomo, że w szkole nie ma możliwości prowadzenia terapii, nie ma miejsca ani na pracę z dzieckiem taką indywidualną, i z rodzicem. Natomiast w momencie kiedy masz jakąś wiedzę i wiesz na czym sprawa polega jesteś w stanie zainterweniować i pokierować. Co kto z tym zrobi to już leży po jego stronie. Posiadanie wiedzy i możliwość wytłumaczenia rodzicowi na czym polega, i dlaczego konieczna jest pomoc, powoduje, że rodzic trochę inaczej podchodzi do problemu, w którym się znalazł. Bo, często dla rodzica jest to strach, boją się oceny ze strony dyrektora, pedagoga, wychowawcy. I choćby taka wiedza i wprowadzenie, powoduje, że możesz „oswoić” tego rodzica z tym, jak wygląda pomoc tego typu instytucji. Na przykład: w momencie kiedy kierujemy, czy widzimy za zasadne, że taka konsultacja powinna się odbyć, wykorzystując właśnie tą wiedzę, mogę powiedzieć „ale wie Pani co? jest problem.” Czyli wiedzę i umiejętności wykorzystać do tego, żeby mocniej to nazwać a nie tylko na zasadzie takiego sprawdzania czy mam rację czy się pomyliłam a często chciałabym się mylić.

A jak myślisz, z Twoich doświadczeń, jak to jest, nauczyciele, którzy nie są tak jak Ty wykształceni jak sobie radzą w takich sytuacjach? Czy oni omijają ten problem, czy wysyłają gdzieś tego dzieciaka, jak reagują?

Wiesz co, myślę sobie, że to zależy też od nauczyciela bo nawet czasami jest tak, że nawet nie musisz mieć wiedzy ale w momencie kiedy widzisz zmiany w zachowaniu dziecka to zapala Ci się lampka że coś się dzieje. Nie musisz diagnozować, że jest to problem że dziecko ma kontakt z substancją, z alkoholem czy inną używką. Zwyczajnie w świecie coś się w jego zachowaniu zmieniło, zmiana czymś jest podyktowana i myślę sobie, że ta czujność u nauczyciela, bez względu na poziom wiedzy i wykształcenia w obszarze uzależnień, jest bardzo cennym doświadczeniem i fajnie kiedy zaczynają reagować i nawet jak nie wiedzą sami jak zareagować a przyjdą i zgłoszą. Myślę, że to jest początek do tego, żeby przyjrzeć się temu, skąd zmiana w dziecku. Czasami nie musimy mieć wiedzy, ale jak znamy nasze dzieciaki i wiemy jak one na co dzień funkcjonują, to każda zmiana w ich zachowaniu jest dla nas informacją, że coś się zadziało. Tak jak u mnie w gimnazjum, mam takie poczucie, że zawsze mieliśmy bardzo dobrą wiedzę, taką o uczniach, o każdym z nich indywidualnie, sporo o nich mogliśmy powiedzieć i zawsze w kontekście sytuacji rodzinnych, uwarunkowań indywidualnych, byliśmy w stanie odnieść się do tego czy zmiana w zachowaniu dziecka jest podyktowana czymś bo się zadziało coś w domu, czy np. jest zmiana związana np. z przejściem do innej grupy rówieśniczej. Także myślę sobie, że wiedza i wykształcenie to jest jedno, np. w kierunku uzależnień, ale też taka czujność i otwartość na dziecko i na to jak ono reaguje, zachowuje się, to jest ważne, żeby każdy z nas ją miał i nie przechodził obok tego obojętnie. A z resztą, jak jest też praca zespołowa, to ja mogę nie wiedzieć, ale jak mam kogoś kto mi pomoże, to fajnie jest, że mogę przyjść i powiedzieć „ posłuchaj widzę, ze coś się dzieje nie tak…” Nie każdy z nas musi mieć wykształcenie ale ważne, żeby reagować bo czasami lepiej dwa razy sprawdzić za dużo, niż o jeden raz za mało.

A jak już mówisz o wykształceniu, to jak myślisz, czy obecnie nauczyciele mają jakąś tam wiedzę na temat uzależnień , tego jak sobie radzić, czy według Ciebie więcej szkoleń jest w tym zakresie potrzebnych?

Wiesz co myślę sobie, że z racji tego że rynek narkotykowy się zmiana dość szybko, co chwile pojawia się coś nowego i tak naprawdę nawet my terapeuci nie wiemy do końca, i instytucje, z czym mamy do czynienia, myślę sobie ze zawsze, jest to potrzebne. Czasami taki lęk wynikający z naszej niewiedzy powoduje, że nie podejmujemy działania w związku z tym, jak to ja mowie: szkoleń nigdy dość i pewnie zawsze się można czegoś nowego i mądrego dowiedzieć i z tego szkolenia wynieść. Myślę sobie, że chociaż takie podstawy reagowania i rozeznawania tego że dziecko jest, może być, pod wpływem substancji, warto żeby każdy dorosły pracujący z dzieciakiem miał. Ważne żeby wiedzieć, że jak mam dziecko zachowujące się tak, tak czy tak to w tej sytuacji mogę zrobić to, to i to. Potem dalej to są już specjaliści, którzy się tym zajmą, są też instytucje odpowiednie – wspierające, i myślę sobie, że to jest znowu praca zespołowa. Jak pytasz o szkolenia, to tak myślę, że warto żeby nauczyciele się doszkalali, bo tak jak mówię, młodzież nam się zmienia, świat, w którym funkcjonujemy się zmienia i tez dostęp do wszystkich substancji do używek jest mam wrażenie coraz łatwiejszy. Szkoleń nigdy dość, ale też powinny być dla chętnych bo mam tak, że jak ktoś jest nie zainteresowany i przychodzi, wykonuje swoją pracę zadaniowo czyli „od do” to żadne szkolenie, na które go wsadzimy nie będzie dla niego efektywne bo on i tak się na tym szkoleniu niczego nie dowie bo nie chce. Dlatego dla tych, którzy chcą. To są też dla mnie pedagodzy, którzy chcą pracować z dzieciakami, chcą pracować żeby im coś pokazać pomóc, dlatego dla chętnych jak najbardziej.

A jak macie takiego ucznia i ewidentnie widać, że jest używający już tak, że się rzuca w oczy w tej szkole albo dochodzą do was jakieś sygnały z zewnątrz, że coś się z nim dzieje nie tak, że on już poza szkołą coś bierze lub coś takiego to czy jest jakaś procedura radzenia sobie w takiej sytuacji?

Wiesz co, my zawsze po pierwsze sprawdzamy, nawet jak dostajemy jakieś informacje z zewnątrz. Przede wszystkim, jeśli jest to nawet osoba, która jest nam znana, to też dbamy o anonimowość, znaczy nie powołujemy się kto powiedział. Natomiast, dla mnie nie ma znaczenia kto powiedział, jeśli mamy takie informacje to sprawdzamy. To znaczy, jeśli widzimy ewidentnie, że jest dzieciak, który jest gdzieś tam czy nawet pod wpływem substancji na terenie szkoły, no to podejmujemy procedurę bardzo prostą, to znaczy: powiadamiamy dyrektora szkoły, powiadamiamy rodziców, jeśli jest taka konieczność wzywamy, policję, pogotowie. To dotyczy nie tylko dzieciaków, które są pod wpływem, ale też dzieciaków, które np. w rozmowach, zgłaszają trudności emocjonalne i myśli samobójcze. Więc tutaj jest kwestia podjęcia interwencji natychmiastowej. Absolutnie tutaj nie ma mowy o tym, żeby dzieciak został puszczony, i nie wiem, następnego dnia pogadamy bo może mu przejdzie. Natomiast w momencie, kiedy mamy informacje, że ktoś nam się porusza w grupie rówieśniczej takiej gdzie jest kontakt z substancjami czy dzieciaki zgłaszają, że ich kolega ma jakiś problem, czy widzimy, że wypadł nam z obowiązku szkolnego, to po pierwsze zapraszamy rodzica, zapraszamy dziecko, rozmawiamy. Jeśli sytuacja nie ulega zmianie albo mamy np. właśnie informacje, to też np. mówimy o tym, że dostaliśmy informacje lub, że z naszych obserwacji wynika, tutaj w zależności od sytuacji, kierujemy do instytucji, np. do Monaru bo to jest głównie taka instytucja, która wspiera i daje dzieciakom możliwość różnych form dla nich: od Freda poprzez pierwsze konsultacje, możliwości świetlicowe. W momencie kiedy wiemy, że coś się dzieje to po prostu uruchamiamy procedurę związaną z wysłaniem pisma do sądu i tez o tym rodziców uprzedzamy, a jeśli rodzic nie przychodzi, unika, a dzieciak nam wypada, a mamy podejrzenie ze coś złego się dzieje to niezwłocznie powiadamiamy policję, dzielnicowych i sąd o sprawdzenie. Natomiast sprawdzamy, nie bagatelizujemy, ja mówię o swoim miejscu pracy, swoim gimnazjum, nie wiem jak jest w innych szkołach, mam nadzieje ze w innych też tak działają, natomiast to z czym się musimy liczyć to to, że młodzi ludzie są tak sprytni, że oni nas 3 razy są w stanie przeskoczyć swoją pomysłowością, natomiast nasza czujność powoduje, że też możemy swój spryt i doświadczenie wykorzystać.

Dziękuję