A co kiedy terapeuta robi sobie przerwę lub odchodzi?

Na początek chyba od tego zaczniemy jak długo pracujesz w poradni i z jakimi klientami?
W poradni pracuję od kiedy ona istnieje, od kiedy ona zaczęła w ogóle działać na Tuszyńskiej. Klientami zawsze była: młodzież, dorośli uzależnieni a z czasem, coraz więcej też zaczęło trafiać rodzin i członków rodzin osób uzależnionych. Jest związane z tym, że prowadzę też grupę wsparcia dla rodzin osób uzależnionych, no i najczęściej są to rodzice. Więc można powiedzieć, że to jest taka najintensywniejsza część mojej pracy . Pojawiają się w poradni osoby dorosłe -uzależnione , które decydują się na indywidualną terapię , która bywa procesem raczej długotrwałym , wymagającym .
Właśnie o to chciałam też zapytać, no bo wiadomo, że do poradni czasami trafiają tacy ludzie, że jednorazowo chcą skorzystać czy np. trafiają na grupę, a są tacy, którzy właśnie zostają na długi czas. Czy wielu masz takich klientów?
No tak, jest to kilkanaście osób . Nawet w ostatnim czasie jest coś takiego, że coraz więcej osób uzależnionych, jak przychodzi to decyduje się na uczestnictwo w terapii indywidualnej, widząc sens w tym, żeby w taki sposób pracować nad sobą. To są takie osoby, które najczęściej nie decydują się na inne formy pomocy, czyli wybierają taką pracę jeden na jeden z terapeutą. Czasami też ci indywidualni to są właśnie rodzice: matki, ojcowie osób uzależnionych, którzy też decydują się zacząć swój proces pracy nad sobą i to dotyczy współuzależnienia. Jakiś procent osób decyduje się na terapię, która już z czasem nie jest związana z tym co ich tu przywiodło, czyli pretekstem nie są już ich dzieci tylko ich własna praca i chęć przyglądania się sobie.
Teraz jesteś w ciąży, masz tych paru klientów długotrwałych . Co z nimi się stanie kiedy teraz
odejdziesz na urlop macierzyński?
Co się z nimi stanie? :) . No, nie umrą ani ja też nie umieram. (To prawda) Można powiedzieć, że trochę to zależy od tego w jakim punkcie tego procesu i pracy wspólnej jesteśmy. No ale powiedzmy, że to dotyczy ludzi, którzy są w terapii ponad rok albo dwa -takie długie procesy. Wiadomo, że ciąża trwa 9 miesięcy w związku z tym, był kawał czasu na to żeby przygotować się do tego i przygotować ich do przerwy lub rozstawania się ze sobą,. Punkt pierwszy był taki, że oni dowiedzieli się ileś miesięcy temu ode mnie, że w ogóle jest taki fakt, że jestem w ciąży. Było to na tyle wcześnie, że przed każdym była jeszcze perspektywa kilku miesięcy pracy . I z każdą osobą rozmawiałam co dalej, dawałam czas do namysłu . Część osób wyraźnie akcentowała, że potrzebuje nadal pracy, wsparcia, że taka formuła indywidualna bardzo im pasuje, i że nie chcieliby z tego rezygnować, w związku z tym np. szukałam terapeuty , który mógłby kontynuować pracę . Ciekawe, że najczęściej te osoby, które zdecydowały się na zmianę terapeuty były w relacji ze mną najkrócej. Osoby , z którymi pracowałam już długo zdecydowały, że będą na mnie czekać – czyli, że robią przerwę w terapii i w samodzielny sposób przyglądają się swojemu życiu .Wrócą jak będą czuli, że jeszcze jest potrzeba .Moim zdaniem jest to ciekawą sprawą, bo jest często tak, że dla części z nich jest to próba usamodzielnienia się, sprawdzenia jak to będzie bez wsparcia cotygodniowego?
Część osób miało też perspektywę uczestnictwa w grupie terapeutycznej , co jest możliwe dzięki pracy w poradni. Taka opcja jest świetnym sposobem pracy nad sobą . Wymaga jednak określonego poziomu gotowości i odwagi do ekspozycji społecznej. To inna formuła i widać już, że z częścią z nich całkiem nieźle to działa i jest rozwojowe .
(Taka przerwa w relacji jest dla mnie również bardzo ciekawym zjawiskiem od strony zawodowej)Także dla mnie zawodowo to bardzo ciekawe zjawisko taka przerwa w relacji. Przecież to się ludziom zdarza w życiu ; ktoś choruje, ktoś gdzieś wyjeżdża, ludzie się rozstają, mają szansę wtedy przyjrzeć się sobie, zatęsknić, przeżyć określone uczucia, emocje. Myślę sobie, że to taki fragment życia. Ciekawe jest też mieć możliwość przyjrzeć się jak kto reaguje na taką sprawę jak ciąża terapeuty. Dla wielu klientów bywa to czymś zaskakującym , że terapeuta jest żywym człowiekiem , że ma swoją rodzinę i funkcjonuje też w innych obszarach . Często jest to takie symboliczne „zejście z pomnika” Okazało się, że nie jestem już dostępna non stop i przyjdzie czas rozstania .
Właśnie o to chciałam zapytać, bo na początku powiedziałaś, że jak mówiłaś im o tym, że będziesz szła na ten urlop macierzyński to mówiłaś im parę miesięcy wcześniej. Czy przy każdej osobie ten czas był taki sam czy jednym musiałaś wcześniej bo wiedziałaś ze oni będą potrzebowali więcej czasu a innym mogłaś później powiedzieć i jak oni reagowali na to?
Ten czas był rzeczywiście różny. Wiele osób w ogóle długo nie widziała mojego rosnącego brzuszka :) To był dla mnie pewien sygnał , że mocno są zatopieni w sobie i w swoim procesie pracy nad sobą , nie jest to zresztą dziwne, kiedy coś mocno przeżywamy mniej jesteśmy przytomni i uważni wobec świata zewnętrznego. Więc to rożnie z tym czasem było i rzeczywiście jednym mówiłam szybciej, a innym później. Reakcje, które obserwowałam były bardzo różne. W zależności od tego kto w jakim punkcie rozwojowym jest i w jakim wieku w terapii. Jeśli ktoś jest jeszcze małym dzieckiem , to pojawiał się w nim opór, panika i emocje związane z lękiem i strachem przed zostawieniem, porzuceniem. To pokazywało , ile jeszcze pracy przed nim , ale też jak mocno należy się o taką osobę zatroszczyć, zadbać, zaopiekować przez ten czas i stworzyć takie warunki, żeby mogła poczuć się bezpiecznie. A w niektórych przypadkach klienci mówili, że się związali, przyzwyczaili, więc jest im smutno się rozstawać .Część też dostrzegała korzyści z takiego rozstania, że widzą sens w dalszym bardziej samodzielnym przyglądaniu się sobie. Mówili jasno, że mają trochę więcej narzędzi żeby sobie samemu radzić. To tez ładnie pokazywało, że ktoś się realnie usamodzielnia. Nie jest zawieszony na terapeucie i nie oczekuje, że ktoś go będzie holował, trzymał za rękę i był przy nim cały czas, tylko że tez rozumie drugą stronę i zaistniała sytuację . Coś takiego się wytworzyło w tych relacjach, że one są ważne dla tych ludzi i dla mnie tak samo .Ja jestem z nimi związana tak jak oni ze mną, a jednak jesteśmy w stanie się rozstać i pożegnać. Ci ludzie naprawdę sporo serducha włożyli w prace nad sobą, ale nie upatrują tego wszystkiego we mnie tylko w sobie.
Zdarzają się takie przypadki, że terapeuci od siebie uzależniają, i wtedy trudniej tym pacjentom czy klientom jest rozstać się z takim terapeutą, który znika.
Dlatego ,myślę sobie po cichutku , że to bardzo duży mój sukces, że te pożegnania wyglądają w taki sposób ponieważ udała się sztuka nie uzależnienia się :)
Nikt po pierwsze nie przerywa pracy nad sobą i też nie jest w jakiejś ścisłej symbiozie ze mną.
Wszyscy są świadomi, że pracują nad sobą, że to jest ich dzieło. Nawet jak jest jeszcze co do roboty to oni mają pełną świadomość, że to będzie ich robota.. Z każdym z nich na finał robiliśmy
podsumowanie tego czasu co im się udało tutaj zrobić ; czego chcą i potrzebują, w jakim są punkcie.
Na to też są poświęcone dwa ostatnie spotkania. Każdy z nich robi taki bilans sam dla siebie, no i z tego bilansu też trochę wyniknie co dalej. No i w pewnym sensie to jest takie budowanie motywacji: no dobrze, to co jeszcze mam do zrobienia, czy mogę to tez robić w innych warunkach? czy mogę to też robić ze wsparciem swoich bliskich?
Co według Ciebie jest ważne w momencie kiedy terapeuta albo w ogóle odchodzi albo odchodzi na jakiś czas tak jak Ty, no z tych rzeczy, które Ty już tutaj wymieniłaś to jest to żeby nie uzależniać tego klienta od siebie, żeby zrobić podsumowanie czy jest jeszcze cos takiego ważnego , no też oczywiście jeszcze przygotować do procesu odchodzenia?
To jest pewien rodzaj separacji, która w pewnym sensie ma też funkcje urealniające, dlatego że wielu klientów ma tendencje do idealizowania terapeutów albo do robienia z nich takich figur i projektowania na terapeutę różnych rzeczy (swoich potrzeb, oczekiwań, braków z dzieciństwa itd) Dzieje się tak z tytułu tego, że ktoś dostaje wyjątkowy prezent, godzinę skupienia i uwagi tylko na nim i trudno żeby różne procesy nie uruchamiały się w tych ludziach skoro np. w ich życiu tego nie dostawali . Zaczyna się intensywna relacja, która ma być korekcyjną więc ona jest dla nich atrakcyjna i jest czymś ważnym, nowym. Wtedy istotne jest nazywanie rożnych rzeczy po imieniu, co ja mogę a co nie, kim ja jestem a kim na pewno nie jestem. Mówię także, że ja nie biorę na siebie odpowiedzialności za ich zmianę, za to co oni decydują . To tak jakby od początku pokazywać komuś; jestem kimś innym, jestem odrębną istotą, nawet jak coś ci się wydaje, jak coś na mnie przenosisz, to możemy się przyglądać z czego to pochodzi albo jakie sobie teraz braki kompensujesz itd.,
W tym kontekście ważne jest, by żegnając się wszystko było nazwane jasno, żeby ta druga strona miała jasność, z kim się żegna i by to sobie urealniła. W końcu terapia to jakaś cząstka życia, jego mały wycinek.
Może być tak.. tak, trochę fantazjuje, że może zdarzyć się taka sytuacja, że przychodzi klient do terapeuty, przez jakiś dłuższy czas, są w jakimś procesie i zdarza się cos takiego w życiu tego terapeuty, że on z dnia na dzień musi z pracy zrezygnować i co takie osoby, które zostają wtedy pozostawione bez takich rzeczy, o których mówisz, że są ważne, co oni mogli by zrobić żeby o siebie zadbać jako osoby pozostawione?
Te osoby pozostawione? Rozumiem, że losowo, że jakiś wypadek..? Ja , jakbym miała o siebie zadbać to bym chciała o tym z kimś porozmawiać. Poszukałabym kogoś , żeby nie zostawać samemu w jakiejś sytuacji, która ma prawo mnie zdziwić ,zaskoczyć czy jest trudną.
W placówce takiej jak poradnia jest to łatwiejsze bo inni terapeuci, którzy są kolegami tego
który zniknął, mogą zadbać o tych pozostawionych pacjentów.
W gabinecie już jest sytuacja taka typowo jeden na jeden, ale też się zdarza czasami, że ktoś choruje lub coś się wydarzy. Wtedy klient nie ma innego wyjścia, jest zmuszony do tego, żeby sobie w tej sytuacji poradzić. Każdy z nas, jak nas coś zaskoczy to nie mamy innego wyjścia tylko kombinujemy. To samo dotyczy innych klientów, wiec nie rozumiem czemu terapeuci mieliby stawiać się w innej pozycji i brać większą odpowiedzialność niż reszta świata. Doceniajmy naszych klientów oraz ich pomysłowość i kreatywność. Niech to będzie po równo.
Dzięki!